Uzdrowiciel GC – część 1

Uzdrowiciel GC – część 1

Rozmawiam dziś z światowej sławy uzdrowicielem, znanym jako “pan GC” Wiadomo mi również, że jest pan kolekcjonerem złotych monet. Czy…….

– Przepraszam, ale czy możemy sobie darować te “światowe sławy” i inne tego typu określenia? Po pierwsze jestem takim samym człowiekiem jak wszyscy – mam tylko taką “przypadłość”, która – nie mnie – wyróżnia, ale tego, od kogo pochodzi. Poza tym – to nie pani, ani nie ja, powinniśmy się zachwycać moimi “zasługami” – to ewentualnie mogą robić ci, którzy zostali uzdrowieni.

Po tym oświadczeniu nastąpiła kompletna cisza, która jak mi się wydawało, trwała wieki całe – po czym pan GC całkiem spokojnie zapytał:

– Gdzie się pani zatrzymała?

W Nicei w Villa Victorine blisko lotniska.

– tak, znam. Mały, kameralny hotelik z ładnym ogrodem. Przyjechała tu pani taksówką?

Nie, pociągiem, stacja Saint-Augustin jest bardzo blisko od mojego hotelu.

– niech się pani koniecznie wybierze do ogrodu botanicznego Parc Phœnix. Tutaj też jest ogród botaniczny, ale nie taki piękny jak ten w Nicei.

I taka “rozmowa wstępna” trwała około godziny, w której pan GC opisywał miejsca, które powinnam zobaczyć i te na które szkoda czasu. Popijając kawką jedliśmy smaczne ciasteczka, a temperatura – spowodowana chyba moim wstępem do rozmowy – opadała. Po piętnastu minutach takiej rozmowy nasze wzajemne relacje stały się wręcz przyjazne, aż w końcu gospodarz sam wznowił rozmowę, którą na chwilę przerwaliśmy.

– dobrze, zanim jednak zaczniemy, proszę mi powiedzieć czy to pani napisała ten artykuł na Państwa stronie o złocie?

Nie, nie ja – to mój kolega, który robił wywiad z pańskim pracodawcą i który nas skontaktował.

– szkoda – ponieważ początkiem wszystkiego było właśnie złoto. Wszystko, co tam jest napisane o “magicznej roli” złota jest prawdą. Jedyne, co autor powinien tam dodać, to to, że samo złoto jako takie, nie ma żadnych “magicznych” własności. Te własności, które tam opisał występują jedynie ze świadomością tego, że tak jest – ale może dojdziemy i do tego. Przepraszam, że pani przerywam.

Nie szkodzi :) – dzięki temu ten materiał będzie bardziej żywy. Wobec tego, wiem już, że wszystko zaczęło się od złota. Może to pan rozwinąć?

– z przyjemnością. Około 30 lat temu – jeszcze w Polsce – utworzyłem wraz dwoma wspólnikami taką firmę, która zajmowała sie wypożyczaniem sprzętu do wykrywania metali ( głównie złota). Ponieważ wtedy taki sprzęt był dość unikalny i bardzo drogi – wypożyczenie go, było dla klientów dość kłopotliwe z powodu wysokiej kaucji, jaka trzeba było uiścić. Wobec czego, stało się powszechną praktyką, że sprzęt ten – wynajmowano razem z kimś z nas, co eliminowało potrzebę złożenia owej kaucji. I tak, zostałem “poszukiwaczem skarbów” Z czasem tak się “porobiło”, że do wykrycia złota znajdującego się pod ziemią albo gdzieś tam, nie potrzebowałem już wykrywacza.

“Z czasem” – to znaczy po jakim czasie?

– chyba po 2 latach.

To znaczy, że “wykrywał” pan złoto na wyczucie?

– coś w tym rodzaju. Był w naszym “arsenale” taki wykrywacz, który odczytywał metal ( taki, na jaki został ustawiony) – na odległość około 200 metrów. Początkowo było tak, że kiedy to urządzenie odczytało – powiedzmy złoto – i wskazało kierunek w którym się ono znajduje, potrafiłem wskazać dokładnie miejsce, w którym jest zakopane bez dalszego używania tego sprzętu. Po jakimś czasie, potrafiłem również opisać osoby, które je zakopały i okoliczności w jakich to się stało. Wtedy – po raz pierwszy – ale nie ostatni pomyślałem, że zwariowałem.

Jak się to “wyczuwanie” objawiało?

– nie bardzo wiem jak to opisać. Moja dłoń stawała się gorąca i drgająca ( drganie, mrowienie), to znaczy czułem jakby się gotowała. A im bliżej byłem miejsca, w którym złoto się znajdowało, tym bardziej to odczuwałem.

Czyli mógł pan wtedy zostać milionerem.

– pewnie tak, ale nie zostałem.

Dlaczego?

– bo zostałem alkoholikiem.

Ale nie z powodu złota?

pośrednio tak. Zostałem alkoholikiem, bo miałem za dużo pieniędzy, a za mało rozumu.

Hmmm …….. na to nie byłam przygotowana. Ta odpowiedź tak mnie zaskoczyła, że chyba zarumieniłam się. Wtedy nastąpiła druga przerwa, jednak pan GC szybko uwolnił mnie od tego zażenowania. Wyszedł na taras, zapalił papierosa, po czym zawołał mnie i powiedział:

– proszę popatrzeć na tych ludzi na dole. Każdy z nich wygląda jakby wiedział gdzie i po co idzie. Są pięknie ubrani, uśmiechnięci, weseli i jako grupa, robią wrażenie, że są jednym organizmem, który wykonuje jakieś ważne zadanie i tak w istocie jest, choć oni nie są tego świadomi. Jednak kiedy z bliska przyjrzymy się każdemu z osobna okaże się, że każde z nich ma inne intencje, inny powód dla którego teraz tutaj jest, i inną historię. Natomiast każda historia – tak jak każdy czyn – zaczyna się od pierwszego kroku. To samo jest z tym, co nazywamy “chorobami”. Każda “choroba” zaczyna się od pierwszej niewłaściwej myśli. Moją niewłaściwą myślą było, że alkohol pożyje troszkę za mnie, a ja w tym czasie się zabawię.

Po godzinie – w czasie której – oglądałam jego kolekcję złotych sztabek,  monet i samorodków, wróciliśmy do pytań. Widziałam, że prawie każda z monet ma coś w rodzaju “historii” napisanej na fiszce, więc zapytałam o to. Do czego służą te opisy przy monetach?

– na fiszkach jest opis monety, numer katalogowy i – jeśli moneta jest podziękowaniem za zdrowie – opis dolegliwości i dane identyfikacyjne osoby, która mi ją podarowała, ale nikt poza mną tych danych nie rozszyfruje :)

E tam :)

– to proszę spróbować powiedział, podając mi monetę z fiszką.

Rzeczywiście nie dało się nic odczytać, ponieważ dane osoby były napisane kodem cyfrowym. Wróćmy więc jeszcze na chwilę do tej choroby, która stała się pana doświadczeniem. Rozumiem, że wyszedł pan z tego?

– tak, na szczęście tak. Ponieważ było już ze mną bardzo źle, zwróciłem się do specjalisty ( lekarza – byłego alkoholika) o pomoc. Ten zabrał mnie ( i nie tylko mnie) w góry, na coś w rodzaju “obozu”. Tam dowiedzieliśmy się, że jesteśmy alkoholikami i że to przypadłość, której nie da się uleczyć. Można jedynie przestać pić, ale alkoholikami będziemy do końca życia. Ta perspektywa nie bardzo mi się podobała.

Nie dziwię się – to prawie jak wyrok.

– no właśnie. W każdym razie po zakończeniu tego obozu, każdy z nas miał sobie znaleźć odpowiednią dla siebie grupę wsparcia AA. Poszedłem raz na takie spotkanie dla “AA” i zrozumiałem po 20 minutach, że to nie dla mnie. Zacząłem więc rozglądać się za jakimiś szamańskimi metodami. W tamtym czasie – medytację i inne techniki związane z duchowością , uważałem za szamaństwo, ale wolałem już tego spróbować, niż wygłupiać się na spotkaniach AA. I tak zacząłem.

A co z chorobą?

– “przeszła” – oddałem ją moim opiekunom duchowym. Po kilku latach spotkałem się z owym lekarzem i opowiedziałem mu wszystko. Po wielu godzinach – lekarz z bólem serca przeprosił mnie i orzekł, że się pomylił w swojej diagnozie. Nie jesteś alkoholikiem – orzekł, byłeś tylko pospolitym pijakiem :)

No, taka wiadomość to dobry powód do napicia się :)

– i tak zrobiliśmy

Naprawdę?

– tak. Skończyło to się tak, że musiałem go odwieźć w okropnym stanie do szpitala. Jak się później okazało, to był jego szpital (szpital w którym pracował jako lekarz). Proszę to sobie wyobrazić – przywożą kompletnie “nieżywego” gościa ( nie będę opisywał co z siebie wydalił) a tu okazuje się, że to ich kolega – gorzej, przełożony. Kiedy spotkaliśmy się po tym wszystkim ponownie powiedział, że wstyd jaki odczuwał wobec pielęgniarek, które się nim zajmowały był najlepszą terapią, jaką kiedykolwiek otrzymał.

Wiedział pan wcześniej, że to jego szpital?

– ależ skąd !

Wycofuję to pytanie – przepraszam.

– nie szkodzi. Czasami mówimy to, co myślimy :)

Ale….

– wiem. To był żart. Musiałem zażartować, bo widzę, że pani ciągle jeszcze traktuje mnie jak “świętego”

Pański pracodawca też tak o panu mówi.

– wiem, ale to nie jest prawdą. Natomiast prawdą jest, że to co czynią moje dłonie – zadziwia czasami nawet mnie.

No widzi pan – nawet pana zadziwiają własne dłonie, to co dopiero mają powiedzieć obserwatorzy albo uzdrowieni?

– nic. Niech dziękują Bogu jeśli w Niego wierzą.

A pan wierzy? – nie. Ja wiem. Choć sam nie wiem co jest trudniej – wierzyć, czy wiedzieć?

Wiem już  od kiedy ma pan słabość do złotych monet i zdolność wykorzystywania ich dla celów związanych z uzdrawianiem. Co prawda nie do końca rozumiem tę relację uzdrawiania z monetami?

– ok. Niech pani weźmie jedną z monet, która nie ma cyfrowego kodu – to jest moneta, którą sam sobie kupiłem.

Mam. Dwadzieścia franków Szwajcarskich.

– teraz proszę przejść na przykład na taras i potrzymać tę monetę na sercu lub po prostu w dłoniach.

Zrobiłam to, o co prosił. Zabrałam monetę, usiadłam w wygodnym fotelu na tarasie i położyłam ją sobie w okolicy serca. Mam coś robić, myśleć ? – zapytałam.

– nie.  Proszę oglądać widoki, a ja zawołam Panią za 10 minut.

Po dziesięciu minutach wróciłam. I co teraz? – zapytałam.

– nic.  Proszę odłożyć tę monetę i możemy wracać do rozmowy. Umówmy się,  że to jest moneta, którą od  pani  otrzymałem – jako podziękowanie za usunięcie bólu w kostce. W przerwie coś pani pokażę.

A mogę nie podziękować ?  

– oczywiście. Jeśli ktoś uważa,  że jego zdrowie nie jest nic warte, to czemu nie. 

Złota moneta – to chyba drogo? 

– Zależy dla kogo? Buty też są drogie i tanie. Więc jedni kupują drogie, a inni tanie. W moim “sklepie” są dobre buty, więc są drogie :)

No tak, to prawda.

Zaniepokoił mnie ten ból w kostce, ponieważ rzeczywiście bolała mnie kostka w prawej nodze, którą skręciłam sobie dwa dni temu. Ale nic nie powiedziałam i wróciliśmy do rozmowy.

Kiedy “objawiło się” u pana to uzdrawianie?

– Po kilku latach medytacji i stosowaniu różnych innych technik, przestałem uważać je za szamaństwo. Potem porzuciłem religie i “przeszedłem” na duchowość. Może skrócę tę opowieść, bo to może zająć lata całe.

Nie proszę, to jest bardzo interesujące

– może zróbmy tak: pani będzie zadawała konkretne pytania, a ja będę na nie starał się odpowiedzieć.

Dobrze. Czy mogą to być pytania nie związane z sobą?

– oczywiście, choć lepiej, aby były:)

Dlaczego moje “wprowadzenie” do tej rozmowy wprowadziło pana w zdenerwowanie?

– O, to nie było zdenerwowanie, ale jeszcze raz przepraszam panią za to. To dość trudne pytanie szczególnie dlatego, że dotyczy mnie osobiście ale postaram się to wyjaśnić. Nikt z nas, nie jest wolny od próżności, dumy, pychy i podobnych uczuć – i ja też nie, więc wyróżnianie mnie – mimo dobrych intencji – jest dla mnie……..jakby to powiedzieć…….niebezpieczne.

Niebezpieczne?

– tak.  Proszę sobie wyobrazić, że ta “przypadłość  uzdrawiania” spotkała panią, a nie mnie. Nie lubi pani tego robić, ale ludzie, którzy nie lubią chodzić do lekarzy, albo im nie ufają, albo lekarze nie potrafią im pomóc – zgłaszają się do pani ( często poleceni przez kogoś znajomego) i proszą o pomoc. Czasami są to wielce kuszące propozycje, ponieważ zapraszają panią na przykład do Dubaju w którym jeszcze pani nie była, organizują tam dla pani różne atrakcje, najlepszy hotel, itp., a pani ma tylko położyć ręce na ciele jakiegoś człowieka, który cierpi. I mimo, że tydzień temu obiecała sobie pani, że to już koniec z tym, albo że koniec na jakiś czas, bo jest pani tym zmęczona – łamie pani tę sobie daną obietnicę i leci do Dubaju. Okazuje się, że owym “chorym” jest jakiś ważny tam człowiek, a mimo jego ważności – nikt mu nie pomógł. Siedzi przed panią stary człowiek z opuchniętą od 2 tygodni nogą. Nie może ruszać palcami, nie może chodzić, jest przeźroczysty z bólu, a leki przeciwbólowe przestały już działać. Wie pani doskonale, że przed przyjazdem oglądało i starło mu się pomóc kilku najlepszych “fachowców” – ale nic nie zdziałali. Nie zna się pani na chorobach – więc zwraca się do swojego opiekuna duchowego, albo wprost do duszy chorego i prosi o wsparcie. Czasami mówią co zrobić, a czasami mówią : “rób to co zawsze”. Więc dotyka pani jego nogę i po 30 minutach ( czasami dłużej) facet mówi, że może ruszać palcami. Po godzinie każe pielęgniarkom zdjąć bandaże, wstaje i uśmiecha się. Nie rozumie pani tego, nie wie jak to się stało, ale facet jest zdrowy. Jest zdrowy, bo pani przekazała mu energię, która uruchomiła w nim coś, co go uzdrowiło. Stało się to na pani oczach i za pani przyczyną. Na dodatek ( w zależności od rodzaju choroby) ludzie obecni przy tym szemrają lub krzyczą “CUD” – jest pani… “prawie Bogiem” I kiedy staje się to 143 raz – to jeśli nie będzie pani uważna, a pokora gdzieś na chwilkę sobie pójdzie – może pani w to uwierzyć, a co wtedy?

Hm, trudno mi sobie to wyobrazić, ale chyba rozumiem. Czy po takiej sesji jest pan zmęczony?

– najczęściej tak. Poza tym co najmniej jeszcze przez tydzień “jestem z chorym” i jeśli trzeba, to go jeszcze wspieram na odległość.

Czy można kogoś wyleczyć na odległość?

– ja unikam słowa “leczyć”. Ja nie leczę nikogo. Dotykiem przekazuję mu tylko “energię”, która go leczy. Natomiast jest to podobno możliwe, ale ja tego nie robię. Wszystko co potrafię zrobić na odległość, to…..znowu nie mam dobrego słowa na to…………..”doenergotyzować” uzdrowiony organ lub miejsce na ciele, które wcześniej fizycznie dotykałem.

I robi to pan poprzez monetę, którą pan otrzymał.

– brawo!!!! Tak właśnie jest. To właśnie taka dodatkowa funkcja monety. A teraz proszę mi pokazać swoją kostkę – boli panią ?

Tak.  Skąd pan wiedział?

– to już moja tajemnica.

Następnie pan GC  wyszukał “moją ” monetę i przykleił ją sobie na prawej dłoni.

– Proszę usiąść wygodnie w fotelu, a ja potrzymam przez chwilę tę kostkę. Potrzymam zbyt krótko, aby dokończyć naszą historię z monetą, którą pani trzymała na tarasie.

Poczułam ciepło, a właściwie to gorąco. Myślałam, że to przecież niemożliwe, aby jedna część ciała (czyli ręce) miała inną temperaturę niż całe ciało, a jednak tak właśnie było. Pan “GC”  zauważył, że mnie parzy ten dotyk, więc oddalił dłonie od mojej nogi na odległość około 20 centymetrów, ale uczucie ciepła i mrowienia pozostawało nadal. Po 3 – 4 minutach zakończył zabieg. Poruszyłam stopą w różne strony i nic nie bolało. To już koniec? – zapytałam.

– tak, to była prosta rzecz.

A moneta?

– monety użyjemy, jeśli ból nawet nieznacznie powróci. Powinien powrócić, bo taka sesja powinna potrwać minimum pół godziny, a my zrobiliśmy to w 3 minuty. Nie ważne, jeśli nie powróci to i tak już wie pani do czego taka moneta może służyć.

Czy zamiast monety może być sztabka albo biżuteria?

– sztabki i samorodki  tak, tam w kolekcji jest ich kilka, ale biżuteria nie działa. Nie wiem dlaczego.

A co z tymi rekomendacjami. Wiem, że aby otrzymać od pana pomoc należy wykazać się rekomendacją. Skąd brać taką rekomendację?

– Każdy uzdrowiony otrzymuje dwie rekomendacje. To znaczy, że do końca swojego życia może polecić dwie osoby.

Dlaczego tylko dwie?

– jak już mówiłem, nie chcę się tym zajmować, a przynajmniej nie zawodowo.

A co pan chce robić?

– to, co robię od lat. Medytować, rozmyślać, może napisać książkę. Lubię też, to co robię dla Pana, który mnie polecił, a z którym robiliście Państwo wywiad jakiś czas temu. To taki rodzaj doradztwa duchowego, który również “leczy”

“Polski milioner zdradza sekrety” – to wywiad, który zrobił wrażenie. To naprawdę wspaniały pan

– tak, taki był tytuł tego wywiadu, a rozmówca  jest rzeczywiście wyjątkowy.

A co się dzieje z tym milionerem. Nadal jest pan jego doradcą?

– oczywiście. Teraz to już bardziej przyjaciel, ale formalnie pracuję dla Niego.

Proponuję teraz mały odpoczynek, a po przerwie mam kilkanaście pytań, na które zazwyczaj nie ma odpowiedzi. Tak więc prawdziwa praca przed nami, a w zasadzie przed panem.

– to dobrze, bo jak na razie to nie mówimy o niczym ważnym, więc obawiam się, że to co “zrobiliśmy” do tej pory – mało kogo to zainteresuje.

Zobaczymy :)

– ponieważ mam mówić do ludzi, których nie znam i to o sprawach ważnych, chciałbym zmienić (tylko formalnie) nieco formułę. Chodzi o formę mówienia przez TY. Czyli jeśli w dalszej części tej rozmowy będę tutaj mówił “TY” – to nie znaczy, że jednostronnie przeszedłem na Ty z wszystkimi, którzy być może sobie tego nie życzą. Albo, że broń Boże chcę kogoś urazić. “TY” w tym tekście znaczyć będzie raczej “Ty – człowieku”, “Ty – istoto ludzka”, czy “Ty – bracie mój” czy “Ty – panie Kowalski” – mam nadzieję, że to nikogo z Państwa nie urazi.

Ja też mam taką nadzieję. Pierwsze o co chciałabym zapytać to religia. Jak pan mówił, nie jest pan religijny ale wierzy pan w Boga.

Jak to więc według pana jest z tą religią?

– Postaram się to opowiedzieć najprościej i najbardziej obrazowo jak potrafię. Wyobraźmy sobie drogę, którą wędrują ludzie poszukujący Boga. Tą drogą idą wszyscy, choć nie wszyscy wiedzą, że idą – albo wiedzą, ale nie wiedzą po co. Idą, idą rozglądają się, zatrzymują, są spragnieni i głodni, niektórzy zawracają, a inni przeklinają dzień w którym ruszyli w drogę. Ale co jakiś czas, na poboczach tej drogi – sprytni ludzie budują “stragany”, aby sprzedać tym “nieszczęśnikom” swoje towary. Zapewniają więc wędrowców, że mogą im pomóc, ponieważ posiadają tajemną wiedzę o miejscu, do którego owi wędrowcy podążają. Handlarze i właściciele tych straganów są na tyle sprytni, że wcześniej napisali sobie “ważne księgi” w których czarno na białym jest napisane, że ich pomoc jest niezbędna, aby dotrzeć do miejsca, do którego wędrują ci, których handlarze nazwali owcami. Nie ma więc czemu się dziwić, że część wędrowców zatrzymuje się tam, spodziewając się pomocy do dalszej drogi. Niestety spora część wędrowców zasypia tam, a kiedy się budzi, nie pamięta już dokąd szła i tym sposobem pozostają tam na wieki. Handlowcy “dbają” o nich, ponieważ Ci pierwsi zapewniają im byt ( a, jak wiemy – o klienta trzeba dbać), ale czasami wędrowcy budzą się i próbują ruszyć dalej – wtedy handlowcy zastraszają ich i całym swoim sprytem udowadniają, że bez ich pośrednictwa dalsza droga nie ma sensu. Mówią – zostańcie tutaj, a dojdziecie – bo tylko przez nas jest to możliwe. I tak w wielkim skrócie powstały i trwają religie. Na szczęście część wędrowców nie zawierzyła im, nie dała się też zastraszyć – więc poszła dalej. Obecnie mamy taki czas, że całkiem spore grupy owiec, nie chcą nadal pozostawać owcami i budzą się na nowo – orientując się – że dotarcie do straganu nie było ich celem, więc ruszają dalej. Czy napotkają tam nowe stragany ? – tak! Te nowe stragany nazywają się “Nauka”. Co prawda, są one mniej bezwzględne i mniej pazerne – ale i wyposażone w lepsze instrumenty, więc z pewnością “przekonają” część wędrowców, że nie ma gdzie iść. Nadzieją jest jedynie to, że Ci nowi “straganiarze” nie wiedzą, że idą w tym samym kierunku, co wędrowcy – więc kiedyś i tak spotkają się w tym samym miejscu, które dzisiaj nazywają “NIC”. Kiedy dotrą do “NIC” – a potrwa to jeszcze setki lat ponieważ mechanika kwantowa, to dopiero żłobek – zrozumieją, że poza światem materialnym jest jeszcze inny (ważniejszy, bo pierwotny) świat duchowy, w którym nie ma czasu, grawitacji, nieprzekraczalnych szybkości światła, praw fizyki, itp ograniczeń. Ale na razie są zachwyceni sobą i swoimi “osiągnięciami” – propagując owo “nic” – czyli miejsce w którym – jak mówią – nastąpił “początek Wszechświata” – czyli wielki wybuch. Nie wiem tylko dlaczego nie zastanawia ich, że owo “NIC” musiało być całkiem spore i mądre, skoro powstał z niego tak doskonały i niewyobrażalny Wszechświat. Jak to możliwe, że “nic” może takie być tak wielkie – chyba powinni stworzyć nową definicję niczego. Część nowych straganiarzy twierdzi, że wielki wybuch nastąpił w trzech fazach. Pierwszym było właśnie wielkie “BUUUUM” – które wybuchło w tym niczym. Natomiast dwa pozostałe etapy to “Osobliwość początkowa” – dwa słowa, które nic nie znaczą i można przetłumaczyć je na “nic nie wiemy” oraz “Inflacja” – czyli znowu tylko słowo, koncepcja niczym nie udowodniona. Ale nie szkodzi, coś tam wymyślą.

Skoro tak jest, to gdzie jest pana miejsce?

– Moja wędrówka zaczyna się właśnie w tym “NIC” Oczywiście nie tylko moja – każdy z nas tam jest – różnimy się świadomością tego lub jej brakiem.

Co to jest “tam”?

– “Tam” – dla nas ludzi żyjących w świecie materialnym, zaczyna się właśnie w owym “nic” – czyli tam, gdzie nauka na razie nie sięga. Ale to nie znaczy, że “tam” jest gdzieś indziej niż tu. Tam, to po prostu jedyna prawdziwa rzeczywistość, którą niektórzy z nas nazywają duchem, a drogę do niej (religię) – duchowością. Ta rzeczywistość jest “jedyna” dlatego, że istnieje wszędzie – również w świecie znanym jako “materialny”. I nie ma tu żadnej sprzeczności. Sprzeczność postrzegamy dlatego, że obie rzeczywistości ( materialna i duchowa) posługują się różnymi narzędziami. Świat duchowy, jest tak samo możliwy do badania jak świat materialny tylko mamy inne narzędzia.

Kiedyś jeszcze dawałem się nabrać na tego rodzaju dyskusje – a teraz już nie, bo mnie to rozśmiesza i troszkę złości. Ja – jako osoba duchowa byłem na tyle uprzejmy, aby poznać narzędzia świata materialnego. Uczyłem i starałem się zrozumieć matematykę, fizykę, mechanikę kwantową i inne narzędzia świata materialnego, aby zrozumieć dlaczego materialiści tak rozumieją świat. Natomiast mój “oponent” – nie ruszył nawet palcem, aby poznać moje (nasze) narzędzia więc poczekam, aż to uczyni i wtedy dyskusja jest możliwa na równych prawach. My jako grupa, jako ludzkość pozwoliliśmy na to, aby nam wmówiono, że to co nienaukowe jest niepoważne. Tymczasem niepoważnym jest twierdzenie, że świat jest wyłącznie materialny. Wszechświat jest i materialny i duchowy – i jak mówiłem – nie ma tu sprzeczności, jest tylko arogancja ze strony świata materialnego i brak poszanowania dla innych.

Świat – wykluczywszy wcześniej religie, które należą do mitologii – dzieli się na materialny i duchowy. I to są dwa (pozornie) różne sposoby postrzegania i badania świata, ale w rzeczywistości świat jest jeden, choć składa się z wielu wymiarów, rzeczywistości i jak to czasem nazywamy – światów równoległych. Musimy tylko pomyśleć co było pierwsze? Nauka mówi – pierwsze (wielki wybuch) wzięło się z “niczego” . Ja zaś wychodzę z założenia, że to co “pierwotne” jest twórcze i ma moc.

Abyś mógł to “mój mądry” materialisto zrozumieć, posłużę się przykładem. Przykładem na Twoim prymitywnym poziomie. Weźmy przykład pierwszy z brzegu: na przykład samochód. Samochód jest częścią Twojego materialistycznego świata. Ale jest tylko skutkiem ( owocem) działalności mojego (duchowego) świata. Dlaczego? – a dlatego, że aby powstał Twój samochód musisz użyć myśli ( która należy do świata duchowego). Mówiąc wprost – to myśl stworzyła samochód, a nie odwrotnie. A to znaczy, że myśl istniała wcześniej niż samochód. Jeśli uważasz, że jest inaczej, spraw, aby stało się odwrotnie i niech Twój samochód stworzy myśl. A skoro myśl była pierwsza i należy do duchowego świata, to logiczne, że Wasze “NIC” miało początek w świecie duchowym.

To mi się nawet podoba, jednak to nie zupełnie jest odpowiedź na moje pytanie.

– wiem, ale teraz zakończymy tę rozmowę i porócimy do niej jutro

Następnego dnia, kiedy wstawałam z łóżka, poczułam niewielki ból w kostce więc postanowiłam jeszcze przed wyjazdem na nasze drugie spotkanie zadzwonić. Powiedziałam, że kostka troszke mnie boli.

– to dobrze. Proszę gdzieś wygodnie usiąść i skupić na na miejscu, gdzie boli, a ja w tym czasie znajdę “pani monetę” i zrobię co trzeba. Po 15 minutach może pani wstać,  pójść na dworzec  i przyjechać do mnie.

Wyszłam więc do hotelowego ogrodu, znalazłam zaciszne miejsce z wygodnym fotelem i usiadłam skupiając się na mojej kostce. Przez 3-5 minut nic się nie działo, nagle nastąpiło coś jakby  delikatne “szarpnięcie” – to uczyniło mnie jeszcze bardziej uważną,  a potem poczułam znane mi już  mrowienie  i uczucie ciepła. Chyba zasnęłm, bo kiedy spojrzałam na zegarek, okazało się,  że minęła godzina od naszej telefonicznej rozmowy. Nie myśląc już o nodze, wybiegłam na dworzec, wiedząc, że jestem już spóźniona. Dopiero w pociągu zauważyłam, że noga jest zdrowa. Na dworcu czekał pan “GC” – mimo, że umawialiśmy się u niego w domu. Przywitał mnie z uśmiechem i zapytał:

– no i jak noga?

Jak nowa – powiedziałam i poszliśmy do auta.

– to teraz proszę jeszcze raz sformułować wczorajsze pytanie.

Nie pytam “czy” i “gdzie” jest świat duchowy. Pytam “czym” on jest i jak do niego dotrzeć.
– Niech pani – to co teraz powiem – dobrze zapamięta. POZA BOGIEM NIC NIE ISTNIEJE w skrócie (PBNNI). To w zasadzie jest odpowiedź na wszystkie pytania, jakie pani i inni z nas zadali i zadadzą jeszcze.
Jednak rozumiem, że pani pyta, bo ja też to robię, mimo, że sam kiedyś taką odpowiedź otrzymałem.To jest proste i ogromnie trudne zarazem. Na tym właśnie polega dychotomia Boga i świata. Nie zrozumiemy tego nigdy. Więc kiedy będzie pani miała wątpliwości, proszę sobie przypomnieć to zdanie.

Inną – równie ważną – jest kwestia samego Boga. Każdy z nas musi rozstrzygnąć istnienie lub nieistnienie Boga. Obecny stan jest taki, że ja ( posługując się narzędziami świata materialistycznego) nie mam dowodu, że Bóg istnieje, ale przedstawiciele tego świata (materialistycznego) nie mają dowodu, że Bóg nie istnieje. Więc  aby dać im “fory” w tej dyskusji jestem gotów przyznać, że nie wiem Czym lub Kim jest Bóg. Natomiast wiem że istnieje ( posługując się narzędziami świata duchowego)  i wiem, że jest jednocześnie immanentny i transcendentny.Wobec czego uważam, że pojęcie Boga należy ponownie zdefiniować i zapomnieć wszystko, co jak nam się wydaje, o Bogu wiemy.

Nie musimy nigdzie docierać. Nie musimy nigdzie iść. Nie oczekujmy zbawienia, nirwany, nagrody lub kary za życie jakie prowadzimy. Wszystko co było, jest i będzie – to jest już teraz. Naszym zadaniem jest tylko doświadczyć tego. Wiem, większość z nas ( z powodu materialistycznego podejścia) uzna to za banały i wyświechtane chwyty nie warte funta kłaków, złamanego szeląga i w tym tkwi kłopot. Nie można mieć czegoś, dotrzeć gdzieś – jeśli się w to nie wierzy. Wiem, że nie o to mnie pani pyta. Ale jak opowiedzieć ślepemu o kolorach?
Ludzie mówią, że tam ( np. w kościele) jest Bóg, a tam ( np. na wojnie ) Boga nie ma. A Bóg jest wszędzie. I nie ma takiego “miejsca” gdzie byłoby go więcej lub mniej. Nie ma też takiego człowieka, który byłby przez niego kochany bardziej lub mniej. Bo co pani bardziej lubi w sobie – nerkę czy oko?
Wszystko co jest, jest “duchem”, ale nie wszystko przejawia się w materii. Materia to nic innego, jak duch “bardziej zagęszczony”. Prawdą jest, że Bóg stworzył nas na własne podobieństwo. Ale nie o to chodzi, że jest tak samo “zagęszczony” jak pani czy ja, ale o to, że jesteśmy z tej samej “substancji” – jesteśmy duchem, który ma ciało.
Świat duchowy jest wszędzie – jak Bóg (PBNNI). A więc “dotarcie” do niego nie jest kwestią  “transportową”, a  tylko i wyłącznie duchową.
Pyta pani – czym  jest świat duchowy. Jest substancją Boga. Natomiast “dotarcie” polega na zmianie świadomości, ale tu znowu powstaje problem. Problemem jest samo pojęcie świadomości. Schodząc na ziemię :) powiem tak.
Czasami ludzie nic nie muszą robić, aby tam “dotrzeć” – ale jeśli komuś – jak na przykład mnie – jest śpieszno, może zastosować bardzo proste dostępne każdemu techniki, które to ułatwiają. Najprostsze z nich to medytacja i tak zwane OOBE – czyli opuszczanie ciała. Ten drugi termin jest mało precyzyjny, z powodu błędu jaki sobie zafundowaliśmy. Ponieważ nie można opuścić ciała, gdyż nie jesteśmy ciałem. Wobec tego właściwiej jest powiedzieć “odłączyć ciało”. Ciało to jest coś co mamy, a nie to czym jesteśmy.
Natomiast medytacja jest ogólnie znaną techniką – więc szkoda czasu na jej roztrząsanie. Technika OOBE ( out-of-body experience) zwana też Eksterioryzacją, jest prosta do nauczenia. Temu też nie ma sensu poświęcać czasu – powiem tylko, że najłatwiej zacząć od świadomego snu, który potem sam zmieni się w OOBE. Ale i tutaj potrzebna jest “wiara”, że to możliwe. Jednak te techniki są tak znane i doświadczane przez wielu ludzi, że nie trzeba być aż Jezusem, aby w nie uwierzyć i zastosować. Oczywiście nie można ( nie należy) tego robić dla zabawy lub z ciekawości. To są bardzo poważne narzędzia do bardzo poważnych doświadczeń i badań i tak należy je traktować. Inaczej mówiąc, nie można bawić się prochem, jeśli nie ma się odpowiedniej wiedzy o jego strukturze, zastosowaniu i właściwościach, ponieważ stosując je bezmyślnie można narobić sobie wielkich kłopotów

(część druga  za tydzień)  –

Jeśli masz jakieś ważne pytanie, prześlij je na adres  gc@uzdrowicielgc.com.  Pan GC – odpowie na wszystkie interesujące pytania w ostatnim odcinku tego wywiadu.

Łucja Kydryńska – Wszystkie prawa zastrzeżone
 

2 Comments

  1. Najbardziej podoba mi się ten akapit o straganach i owcach. Tak to dokładnie jest !
    Czy ten nasz dobry Bóg nie mógłby ukarać jakoś tych straganiarzy?

    Całe szczęście nic mi nie dolega, ale dobrze, że wiem iż taki uzdrowiciel istnieje.

    podr

    ps. portal jest super!

  2. A mnie to, aby samochód stworzył myśl. Napisałem maila w sprawie przyjęcia mnie bez rekomendacji, ale nie otrzymałem jeszcze odpowiedzi. Domyślam się, że pula tych wizyt jest już przekroczona. Może ktoś ma taką rekomendację? (chętnie zapłacę za nią),a panu GC dam z przyjemnością nie tylko jedną monetę. Sam kiedyś zbierałem złote monety i mam ich jeszcze troszkę, niektóre nawet bardzo rzadkie

    p.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *