Posts Tagged "uzdrowiciel GC"

Uzdrowiciel “GC”

Uzdrowiciel “GC”

Strona internetowa, którą wykonaliśmy dla uzdrowiciela “Pana GC” w podziękowaniu za wywiad już działa. Zatem wszystkich zainteresowanych prosimy o zamieszczanie komentarzy do tego wywiadu na Jego stronie – pod adresem:  www.uzdrowicielgc.com  Natomiast u nas, zapraszamy do gry w lotto i życzymy Państwu wielkich wygranych !   WYBIERZ GRĘ, WYPEŁNIJ KUPON, WYGRAJ I DOŁĄCZ DO NAS . Pamiętaj, że tylko pierwszy depozyt jest premiowany (Twoja wpłata zostanie podwojona jeśli rejestracja i wpłata nastąpią tego samego...

Czytaj więcej

Polski LOTTO-MILIONER z Belize

Polski LOTTO-MILIONER z Belize

W lotto, a dokładnie w Euro Millions – wygrałem w listopadzie 2007 ponad 28 milionów Funtów. Wtedy Waszej strony jeszcze nie było w necie, ale teraz gram nadal właśnie u Was. Kupiłem jeden kupon, będąc w Londynie, gdzie pojechałem szukać pracy na 4 dni. Z tych 4 dni zrobiło się trzy tygodnie – ale kasę odebrałem – nie płacąc podatku. Nie wiem jak jest teraz, ale wtedy się nie płaciło. Po tych trzech tygodniach, wróciłem do Polski z 5 tysiami Funtów w kieszeni. Sprzedałem auto, kawalerkę i nikomu nic nie mówiąc -wróciłem do Londynu. Mieszkałem tam 7 miesięcy, ale nie bardzo mi się podobało (nie lubię miast) i wyjechałem na Bali z myślą, aby tam pozostać na stałe. Niestety było to dopiero dwa lata po zamachu bombowym i ciągle żyłem w strachu, że może się to powtórzyć. Tym sposobem znalazłem się tutaj – czyli w Belize. To mały, ale piękny kraj. Najbardziej pociągało mnie to ( nadal zresztą to jest dla mnie ważne), że na tych terenach istniała kiedyś cywilizacja Mayów. Do teraz (z tych 28 milionów GBP) “zrobiłem” 230 milionów Euro i na tym kończę. Oczywiście – jak już mówiłem – nadal gram, ale raczej dla przyjemności, choć czasami wygrywam. Wywiad z Polskim milionerem, który niedawno tutaj przeczytałem zainspirował mnie do zmian w życiu, dlatego odnalazłem tego uzdrowiciela, o którym mowa w wywiadzie ( Pana GC ) i w ostatnie święta pojechałem do Polski, aby się z Nim spotkać. Ponieważ moja wizyta nie była umówiona i nie miałem rekomendacji – spotkanie było krótkie, ale treściwe – więc umówiliśmy się na ponowne spotkanie, tym razem  w Monte Carlo, gdzie On mieszka na stałe. Tam byłem przez tydzień i codziennie spotykaliśmy się w moim hotelu – odbywając długie i przeurocze rozmowy. Wyleczył mnie też przy okazji z pewnych dolegliwości, z którymi borykałem się od 3 lat. To niezwykle skromny i wielki człowiek ! a wrażenia jakie odniosłem po tym spotkaniu zmieniły mnie na zawsze. Przy tej okazji bardzo Wam dziękuję, bo bez Waszego udziału nigdy bym go nie poznał, ani nie wiedział o Jego istnieniu, a dzięki temu – przez tydzień – zmieniło się  moje życie. Teraz mogę wreszcie powiedzieć, że wiem po co żyję i co dalej z tym życiem zrobić. Z tego krótkiego opisu – mam nadzieję – że można wywnioskować, iż prawdą jest, że same pieniądze szczęścia nie dają. Z drugiej jednak strony, bez pieniędzy – bez tej wygranej – moje życie wyglądałoby tak, jak każdego z Was, kto ma stare auto i kawalerkę w mieście Warszawa. Myślę, że Lotto-Milionerem jest łatwiej zostać, niż stać się mądrym człowiekiem. Więc tym, którzy nie mają innej szansy na zarobienie tego przysłowiowego “pierwszego miliona” – grę w Lotto polecam, bo ewentualna wygrana przynajmniej daje  szansę, aby zmienić to i owo ! Dzisiaj – dzięki tym zbiegom okoliczności – ja mam szansę na zmiany – więc trzymajcie Państwo za mnie kciuki ! a ja będę trzymał za Waszą wygraną. Dziękuję Redakcji tej strony za umożliwienie mi napisania i opublikowania tego tekstu. Dołączam zdjęcia z Belize i zapraszam, choć mnie tam już raczej nie będzie. Adres do Pana GC =...

Czytaj więcej

Uzdrowiciel GC – część 3 (ostatnia)

Uzdrowiciel GC – część 3 (ostatnia)

Ponieważ uruchomiono Pańska stronę internetową i jest tam dział w którym zainteresowani  mogą zadawać pytania, to (niestety dla mnie) skrócimy ten wywiad o pytania, które miałam zadać w imieniu czytelników naszej strony. Z tego co Pan mówił – na Pańskiej stronie nie będzie odpowiedzi na pytania prywatne i takie, które dotyczą Pana osobiście – wobec tego mam jeszcze szansę na zadanie kilku pytań, które mieszczą się w tej konwencji. Z mojej obserwacji wynika, że bardzo dba Pan o to, aby zachować prywatność, że nie powiem – anonimowość – dlaczego tak jest? –  to dość proste. Jestem osobą prywatną, nie prowadzę zawodowo (zarobkowo) żadnej działalności więc nie widzę powodów, aby postępować inaczej. Jest pani teraz w moim domu, więc nie może pani powiedzieć, że jakoś szczególnie się ukrywam. Owszem, nie chcę być rozpoznawanym na ulicy, bo to kłopotliwe – ale o tym mówił już mój “szef” w swoim wywiadzie “Polski milioner zdradza sekrety” – jednak to nie jedyny powód. Moją zdolność uzdrawiania ograniczam w zasadzie do bliskich znajomych, a za pośrednictwem rekomendacji – do znajomych moich znajomych. Tym sposobem nie tracę wiele czasu na te uzdrowicielskie działania – więc mam czas na pracę, wypoczynek, podróże i medytację – inaczej mówiąc na życie. Na szczęście tutaj nie jest to zbyt kłopotliwe. W Monte Carlo mam tylko sześciu “pacjentów” a miasto jest duże. Natomiast w Polsce, gdzie bywam co najmniej raz w miesiącu,  nie chciałbym, aby każdy, kto tylko chce – odwiedzał mnie w mieszkaniu. Tak już tam jest, że niemal każdy chory sądzi, iż uzdrawianie jest moim obowiązkiem, ponieważ dar ten otrzymałem za darmo. Nie, to nie było “za darmo” i nie mam żadnych obowiązków. Opowiem tu pani pewną historię. Kiedyś ( w Polsce) uzdrawiałem pewnego pana. Wymagało to kilku wizyt ( jedna wizyta to mniej więcej trzy godziny pracy), aż wreszcie – choć połowicznie – udało się. Ten pan wiedział, że jestem kolekcjonerem złotych monet, więc wiedział też czym może mi zrobić przyjemność – choć zwykłe, a szczere “dziękuję” – wystarczyłoby  w zupełności. W każdym razie w ramach podziękowania otrzymałem od niego przysłowiowe “pół litra”. Oczywiście nie przyjąłem tego “podziękowania” ale to jest znakomity przykład, jak to działa. Ludzie zazwyczaj używają takich powiedzonek, że “zdrowie jest najważniejsze” czy też ” zdrowie jest warte każdych pieniędzy”. Nikt oczywiście nie zastanawia się nad tym, że nie musi dokonywać wyboru, ponieważ można być jednocześnie zdrowym i bogatym, ale wracając do tego pana. On nie był biedny. To co wydał na owe “pół litra” wystarczyło w zupełności na kupno maleńkiej złotej monety, albo choć jednogramowej “sztabki” – ale nie zrobił tego. Dlaczego ? – bo mu się nie chciało, bo uznał, że to mój obowiązek, bo aby kupić tę monetę – musiałby dokonać pewnego wysiłku, a po co? Ja nie muszę niczego dostawać, ale oczekuję choć szacunku do tego co robię. Nie potrzebuję pieniędzy, bo mam ich wystarczająco dużo z wygranej i z innych prac, które wykonuję. Na szczęście taka historia przydarzyła mi się tylko raz. :) A jeśli ten ktoś jest biedny? – nigdy nie odmówiłem niczego prawdziwemu biednemu. Znam biedę aż za dobrze. Bieda jest skromna, cichuteńka wręcz milcząca i rozpoznaję ją bez trudu, ale powiem teraz coś, co nie jest powszechnie dobrze rozumiane. Nie mam do biedy żadnego szacunku – owszem, dla biednych ludzi czasami tak, ale nie do biedy jako takiej. Bieda, ubóstwo – to najgorsze zmory naszych czasów. Przykro mi to mówić, ale pomysł, że bieda uszlachetnia człowieka jest błędny. Takie poglądy jeszcze do niedawna ferował kościół – a szczególnie Ci jego hierarchowie, którzy ledwo co, dawali sobie radę z dźwiganiem swoich opasłych brzuchów. Oczywiście jak zwykle wmawiali nam,...

Czytaj więcej

Uzdrowiciel GC – część 2

Uzdrowiciel GC – część 2

“PBNNI” – to mnie przerasta. Przecież nie zaprzeczy pan, że rzeczy materialne istnieją. Nie zaprzeczy pan, ewolucji, prawom fizyki itd. ? – nie, nie zaprzeczam. Co prawda ewolucja Darwinowska w całości nie jest do przyjęcia, ale w obrębie gatunku – tak. Nauka potrafi dowieść, że rzeczy materialne istnieją i dlaczego. – nie. Nauka tylko potrafi opisać niektóre rzeczy, ale ich nie stworzyła – więc ktoś to musiał zrobić. Nauka opisuje jak działają różne rzeczy ale nie mówi dlaczego. Fale radiowe, światło, podczerwień, cząsteczki i co tam jeszcze pani wymyśli – wszystko to już było, kiedy nauka dopiero powstawała. Kamień wydaje się być czymś trwałym i materialnym. Ale jeśli użyje pani odpowiednich instrumentów to okaże się, że jest tylko lub aż – energią. Cały wszechświat jest z tego samego i w tym samym (PBNNI). Ok. Wróćmy więc do tego co mnie najbardziej interesuje. Świat duchowy. Czy może pan opisać “pobyty” tam? – :):):):). Komuś, kto tam bywa nie muszę opisywać, bo wie. Natomiast komuś, kto tam nie był lub tylko tego nie pamięta – bardzo trudno to opisać. Musi pani zrozumieć, że w świecie duchowym ( w świecie absolutu) wszystko jest troszkę inne, ponieważ obowiązują tam inne “prawa”. Jest nam bardzo, bardzo, bardzo daleko do tych praw. Słyszała pani zapewne o bozonie Higgsa. To takie samo “coś”, jak ciemna energia czy ciemna materia ( takie samo, w tym sensie, że nikt tego nie widział i nie wie co to jest), no i jak na razie znajduję się w “NIC”. W każdym razie chcę powiedzieć, że ów bozon Higgsa, który jest tak mały, że nie można go dostrzec nawet w takim cudzie techniki jak Zdarzacz Hadronów – “tam” jest jeszcze potężną skałą w porównaniu do “cząstek” o których nauka jeszcze nawet nie śni, a które tam istnieją i są substancją wszystkiego. To jest powód, dla którego tak trudno mówić o świecie duchowym. Jakiego by słowa nie użyć, to będzie tylko “dość blisko”, albo całkiem daleko od tego, co należałoby powiedzieć. Inaczej mówiąc nasz słownik, nasz zasób słów i pojęć jest zbyt ubogi, aby mówić o świecie duchowym. Kiedy powiem, że to “coś” co tam widziałem przypomina powiedzmy jabłko, to z pewnością wprowadzę panią w błąd. Proszę spróbować – pierwszy mój “pobyt tam” był spontaniczny. Kiedy “oderwałem się” od ciała, znalazłem się w jakimś domu – w przedpokoju. Na górze schodów, które tam były usłyszałem głos kobiety, która popędzała swoje dziecko aby szybciej się ubierało, bo gdzieś im było śpieszno. Wystraszyłem się, że mnie zobaczą i natychmiast “wróciłem” do ciała. Jednak ciekawość była tak wielka, że wróciłem tam ponownie. Kobieta ( matka tej dziewczynki) była już przy drzwiach, a dziewczynka schodziła po schodach. Popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i delikatnie pokiwała do mnie ręką. Dziwiłem się temu chyba przez miesiąc. Byłem zaczarowany i dumny, że potrafię robić tak niemożliwe rzeczy. Po miesiącu – spróbowałem jeszcze raz, ale tym razem postanowiłem znaleźć się w określonym przez siebie miejscu. Dzisiaj wstydzę się tego, więc nie powiem jakie to miejsce. W każdym razie udało się. No…….., to już byłem Bogiem. Kiedy “stałem się tym Bogiem” – umiejętność ta opuściła mnie. Potrzebowałem kolejnych pięciu lat, aby powróciła. Ale byłem już mądrzejszy. Przeczytałem dziesiątki książek, rozmawiałem z innymi, którzy to robili, medytowałem i tak owa “zdolność” powróciła. I co dalej? – ma pani tysiąc godzin czasu? – bo ja nie mam. Przepraszam. Wobec tego proszę powiedzieć jak jest teraz? – teraz, tam – mam przyjaciół, którzy wspierają mnie w moim rozwoju. Mogę “udać się” dokąd chcę, rozmawiać z kim chcę, i wiedzieć co chcę. Ale i tam jest coraz trudniej. Ostatnio dzieje się tak, że kiedy potrzebuję...

Czytaj więcej

Uzdrowiciel GC – część 1

Uzdrowiciel GC – część 1

Rozmawiam dziś z światowej sławy uzdrowicielem, znanym jako “pan GC” Wiadomo mi również, że jest pan kolekcjonerem złotych monet. Czy……. – Przepraszam, ale czy możemy sobie darować te “światowe sławy” i inne tego typu określenia? Po pierwsze jestem takim samym człowiekiem jak wszyscy – mam tylko taką “przypadłość”, która – nie mnie – wyróżnia, ale tego, od kogo pochodzi. Poza tym – to nie pani, ani nie ja, powinniśmy się zachwycać moimi “zasługami” – to ewentualnie mogą robić ci, którzy zostali uzdrowieni. Po tym oświadczeniu nastąpiła kompletna cisza, która jak mi się wydawało, trwała wieki całe – po czym pan GC całkiem spokojnie zapytał: – Gdzie się pani zatrzymała? W Nicei w Villa Victorine blisko lotniska. – tak, znam. Mały, kameralny hotelik z ładnym ogrodem. Przyjechała tu pani taksówką? Nie, pociągiem, stacja Saint-Augustin jest bardzo blisko od mojego hotelu. – niech się pani koniecznie wybierze do ogrodu botanicznego Parc Phœnix. Tutaj też jest ogród botaniczny, ale nie taki piękny jak ten w Nicei. I taka “rozmowa wstępna” trwała około godziny, w której pan GC opisywał miejsca, które powinnam zobaczyć i te na które szkoda czasu. Popijając kawką jedliśmy smaczne ciasteczka, a temperatura – spowodowana chyba moim wstępem do rozmowy – opadała. Po piętnastu minutach takiej rozmowy nasze wzajemne relacje stały się wręcz przyjazne, aż w końcu gospodarz sam wznowił rozmowę, którą na chwilę przerwaliśmy. – dobrze, zanim jednak zaczniemy, proszę mi powiedzieć czy to pani napisała ten artykuł na Państwa stronie o złocie? Nie, nie ja – to mój kolega, który robił wywiad z pańskim pracodawcą i który nas skontaktował. – szkoda – ponieważ początkiem wszystkiego było właśnie złoto. Wszystko, co tam jest napisane o “magicznej roli” złota jest prawdą. Jedyne, co autor powinien tam dodać, to to, że samo złoto jako takie, nie ma żadnych “magicznych” własności. Te własności, które tam opisał występują jedynie ze świadomością tego, że tak jest – ale może dojdziemy i do tego. Przepraszam, że pani przerywam. Nie szkodzi :) – dzięki temu ten materiał będzie bardziej żywy. Wobec tego, wiem już, że wszystko zaczęło się od złota. Może to pan rozwinąć? – z przyjemnością. Około 30 lat temu – jeszcze w Polsce – utworzyłem wraz dwoma wspólnikami taką firmę, która zajmowała sie wypożyczaniem sprzętu do wykrywania metali ( głównie złota). Ponieważ wtedy taki sprzęt był dość unikalny i bardzo drogi – wypożyczenie go, było dla klientów dość kłopotliwe z powodu wysokiej kaucji, jaka trzeba było uiścić. Wobec czego, stało się powszechną praktyką, że sprzęt ten – wynajmowano razem z kimś z nas, co eliminowało potrzebę złożenia owej kaucji. I tak, zostałem “poszukiwaczem skarbów” Z czasem tak się “porobiło”, że do wykrycia złota znajdującego się pod ziemią albo gdzieś tam, nie potrzebowałem już wykrywacza. “Z czasem” – to znaczy po jakim czasie? – chyba po 2 latach. To znaczy, że “wykrywał” pan złoto na wyczucie? – coś w tym rodzaju. Był w naszym “arsenale” taki wykrywacz, który odczytywał metal ( taki, na jaki został ustawiony) – na odległość około 200 metrów. Początkowo było tak, że kiedy to urządzenie odczytało – powiedzmy złoto – i wskazało kierunek w którym się ono znajduje, potrafiłem wskazać dokładnie miejsce, w którym jest zakopane bez dalszego używania tego sprzętu. Po jakimś czasie, potrafiłem również opisać osoby, które je zakopały i okoliczności w jakich to się stało. Wtedy – po raz pierwszy – ale nie ostatni pomyślałem, że zwariowałem. Jak się to “wyczuwanie” objawiało? – nie bardzo wiem jak to opisać. Moja dłoń stawała się gorąca i drgająca ( drganie, mrowienie), to znaczy czułem jakby się gotowała. A im bliżej byłem miejsca, w którym złoto się znajdowało, tym bardziej to...

Czytaj więcej

Polski milioner zdradza sekrety – część 3

Polski milioner zdradza sekrety – część 3

W trakcie rozmowy telefonicznej dowiedziałem się, że jedziemy do Azji i że mam się spakować tylko do podręcznego bagażu. Bywam w Azji co najmniej dwa razy w roku i nie zdarzyło mi sie jeszcze, aby podróżować tylko z golarką i kosmetykami, bo tylko to mieści się w bagażu podręcznym. Co prawda marzyłem o wyjeździe nawet bez tego ( tylko z dobrą kartą kredytową) ale jak do teraz, jeszcze tego pomysłu nie zrealizowałem. Teraz temperatura tam wynosi co najmniej 32 stopnie, nie mówiąc o dużej wilgotności powietrza. Pomyślałem więc, że te rozmowy, których mam być świadkiem będą się odbywały tylko w basenie. Dziwnym też wydawało mi się, że na lotnisko jedziemy wspólną taksówką. Sądziłem, że milionerzy są podwożeni przez swoich kierowców co najmniej Bentleyem ( a może tylko we łbie mi się poprzewracało?). Ale co tam, wizja tego wyjazdu była olśniewająca, że mógłbym pieszo iść na lotnisko. Cieszyłem się z tak miłego wyjazdu, ale głównie myślałem o tym, że będziemy na siebie “skazani” – przynajmniej na czas lotu, a to sposobność na kilkanaście godzin rozmowy. Zagrałem więc w MegaMillions, FranceLoto i EuroMillions na cały tydzień i wyszedłem z ręcznym bagażem na miejsce spotkania. Spotkaliśmy się w miejscu, gdzie miała być taksówka, ale nie było jej. Mój rozmówca zadzwonił i po 5 minutach podjechało auto i co? – tak, Bentley. Rozbawiła mnie ta sytuacja i pomyślałem wtedy, że jednak marzenia się spełniają. Na lotnisku, gdzie czekały jeszcze dwie osoby, które polecą z nami – wypiliśmy szybką kawkę, potem zakupy papierosów (obaj palimy) i lot do Niemiec. W Frankfurcie okazało się, że nasz samolot się spóźnił i musieliśmy tam przenocować, aby rano wylecieć do Taipei, a stamtąd będą nas czekały jeszcze 4 godziny lotu do miejsca przeznaczenia. Noc w Frankfurcie spędziliśmy w hotelu “Jumeirah”, gdzie po śniadaniu otrzymałem swój bilet, z którego wynikało, że tę 15 godzinną podróż spędzę – nie dość, że w miłym towarzystwie – to jeszcze w pierwszej klasie. Kiedy już usadowiłem się na swoim fotelu, to co prawda pierwsze piętnaście minut zużyłem na rozpoznanie tych wszystkich przycisków, które mają służyć wygodzie pasażerów, ale następne 15 godzin postanowiłem wykorzystać tak bardzo, jak to tylko możliwe, gdyż w Polsce najdłuższa rozmowa trwała 2 godziny. Ponieważ dobrze wiedziałem, które pytania będą najtrudniejsze – zacząłem od nich. Sądziłem, a właściwie miałem nadzieję, że poleci z nami Pan “GC”. – niestety, Pan “GC” poleciał do Belgii, gdzie uzdrawia kogoś z królewskiej rodziny. Czy może i chce Pan opowiedzieć, jak się poznaliście? – miało nie być o nieobecnych. Ale to nie tylko wynika z zainteresowania osobą “GC”. Mówiąc o nim, mówi Pan “niechcący” wiele o sobie, a na tym głównie mnie i naszym czytelnikom teraz zależy. Tak już jest, że kiedy mówimy o relacjach z innymi i światem, mówimy sporo o sobie. Przecież ja, Pan i każdy z nas jest tym, co myślimy o innych i co im z siebie dajemy. To Pan był uprzejmy w pierwszej części tego wywiadu powiedzieć, że postrzega Pan – ogólnie mówiąc -świat, jako jedność. A ponieważ się z tym zgadzam, to ( co prawda mijając się troszkę z protokołem naszej rozmowy) dzięki temu ja i moi czytelnicy będziemy mogli sami sobie wyrobić zdanie na temat Pańskiej prawdy. – ja mogę mówić o Nim przez sto lat i wolałbym to, niż mówienie o sobie. Jednak mamy umowę, w której jasno określiliśmy, że nie mówimy (głównie źle) o nieobecnych. Na szczęście nie mogę powiedzieć o Nim nic złego, a poza tym będziemy to autoryzować razem, więc jeśli coś za dużo powiem to, On to wykreśli :) Zgoda i dziękuję. – ok. Było to około 5 lat temu na lotnisku w...

Czytaj więcej