Stan życia, stan śmierci (dla Marty)

Stan życia, stan śmierci (dla Marty)

Kiedy umiera ktoś, kogo znaliśmy – zwykło się mówić o nim dobre rzeczy nawet wtedy, gdy większość tego co robił – była naszym zdaniem niewłaściwa.
Mamy nawet takie powiedzenie, że o zmarłych mówi się dobrze, albo wcale. Skąd się to bierze? – a no stąd, że “nasza całość” – czyli to, czym w istocie jesteśmy – pamięta, że kiedy wracamy “do domu” czyli do miejsca w którym nasza podróż się zaczęła – nikt nas tam nie osądzał. Nie było “sądu ostatecznego” ani “segregacji” do nieba lub piekła. Bowiem nie ważne było, czy tam “w dole” grałeś rolę hitlera czy papieża (choć osobiscie wolałbym, aby ról hitlerów było mniej od ról papieży).
Po powrocie, czyli po tym co nazywamy tutaj śmiercią – wracamy za kulisy. Nasza rola jest zakończona. Kostium ( czyli ciało ) zostawiamy na scenie, aby ci z którymi graliśmy, mogli się odnieść do naszego tam życia.

To ci, którzy pozostają powinni dokonać “rozliczenia” jednak nie rozliczenia zmarłego, ale siebie, swojej postawy wobec tego co “zmarły” czynił. Mamy wtedy sposobność, aby wyselekcjonować swoje błędy wobec niego i nie popełniać ich znowu, wobec tych którzy pozostali. Bowiem jemu – nasz żal, poczucie winy czy poczucie opuszczenia – nie jest już do niczego potrzebny. Śmierć, czyli przemiana, jest dla niego tak fascynująca, że często szybko “zapomina” wątki ze swej ziemskiej roli. Zrobił to co do niego należało – odegrał swoją rolę najlepiej jak potrafił i na tym koniec. I aby “uczcić” pamięć o nim, najlepiej dla nas i dla zmarłego jest, aby jak mówiłem wcześniej – zająć się sobą i tymi, którzy jeszcze pozostali i dla których twoja obecność jest istotna. Teraz będzie “odpoczywał” i snuł plany na następną rolę – na ziemi lub innej planecie. No cóż, jedyną różnicą między rolą teatralną, a rolą w życiu jest to, że krew w życiowej roli jest prawdziwa. Że emocje, łzy i śmiech są prawdziwe. Że skutki naszych wyborów naprawdę zmieniają naszą rolę i role tych, których dotyczą. Tak naprawdę – tylko śmierć prawdziwą nie jest.

Aby zrozumieć to lepiej, posłużę się takim oto przykładem, który pozwala nam zrozumieć, że wszystko jest “jakieś” w odniesieniu do “czegoś”. Inaczej mówiąc – wszystko zależy od miejsca w którym jest obserwator. “Umiera” ktoś, kogo znałeś. “Znałeś” znaczy to, że był kimś więcej, niż mijający cię przechodzień. Nie masz się dzisiaj z nim spotkać, po prostu jest kimś “ważniejszym” od innych – wiesz, że istnieje i to istnienie jest dla ciebie ważne. Czy jest dla ciebie istotne w jakiej sukience (kostium) ta osoba dzisiaj wyjdzie do pracy? – nie! bo jakie to ma znaczenie? Ta osoba jest dla ciebie ważna w każdej sukience. Z kolei patrząc na to z punktu widzenia wszechświata – nie ma to żadnego znaczenia czy osoba jest żywa, czy martwa – bo stan bycia “żywym” czy “martwym” to tylko inny kostium, a dla wszechświata liczysz się Ty – nie sukienka. Natomiast dla jednej osoby ma to znaczenie – dla krawca. Tak naprawdę, krawiec nie jest w ogóle zainteresowany osobą, która ubiera się w jego sukienką. Jest zainteresowany sukienką, bo myśli, że rola sukienki jest ważna. To czy nosi jego sukienkę, czy inną jest dla niego osobiste, istotne, ponieważ nie zastanawia się nad człowiekiem (czyli tym co żyje wiecznie) , a może powinien? – a może nie? a może ta rola mu odpowiada i nie chce jej zmieniać? Na szczęście rozstrzyganie o roli krawca, nie jest naszym zadaniem.

ps. ten wpis miał się ukazać 1 listopada, ale się nie udało. Mam nadzieję, że przyda się zawsze.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *